W 1939 roku przyjęto koncepcję walki polegającą na planowym oddawaniu terenu, prowadzeniu tylko działań opóźniających i czekaniu na pomoc sojuszników, co spowodowało klęskę, trochę tylko odłożoną w czasie, dewastację infrastruktury kraju i wydanie cywilnej ludności na masową eksterminację, demoniczne tortury, gwałty i grabieże. W czasie kampanii wrześniowej sprawy szły tak szybko, że nie udało się zmobilizować w ciągu 2-ch tygodni 70% wojska. Tylko 30%, czyli około 500.000 stawiło opór w pierwszym tygodniu walki i zostało prawie natychmiast rozbite wskutek liczebnej przewagi 1,5 mln armii III Rzeszy. 400.000 umundurowanych rezerwistów prosto z punktów wcielania i koncentracji poszło do niewoli, nie otrzymawszy wcześniej do ręki nawet karabinu. Nasze walczące jednostki przestały otrzymywać dostawy żywności już po 3-ch dniach, a uzupełnień amunicji w praktyce nie otrzymał nikt. Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa przez pierwszy tydzień walk nie miała w ogóle amunicji bojowej! Zaplecze techniczno-logistyczne w czasie całej kampanii dostarczyło tytułem uzupełnień zaledwie 1 (jeden) myśliwiec P-11, więc 60% pilotów myśliwskich - w tym setka czechosłowackich ochotników, jak np. as myśliwski František, stało na ziemi bezczynnie, gdy w hangarach baz zalegało 165 tak potrzebnych P-11 i P-7. Bombowców PZL-37 Łoś w linii było maksymalnie 30 spośród 101 posiadanych. W składach stało bezużytecznie ponad 400 sprawnych, dopiero co wycofanych z linii lekkich dwupłatowych bombowców Breguet XIX i Potez XXV zdolnych unieść ładunek 500kg bomb. Niemcy, Anglicy i Sowieci z powodzeniem używali podobnych dwupłatowców w swoim lotnictwie przez całą wojnę, a nawet do lat 50-tych. Bomb lotniczych mieliśmy 3000 ton, w całej kampanii 1939 lotnictwo bombowe wykorzystało zaledwie 4% z nich. Dla porównania Finlandia w 1939 po mistrzowsku, w 100% wykorzystała posiadany, choć bardzo skromny, potencjał i Finowie obronili swoja ojczyznę. Fiński model polegał na błyskawicznej mobilizacji — wytrenowanych i uzbrojonych — wszelkich posiadanych rezerw, które rzucono na szalę w całości natychmiast, od pierwszego dnia wojny.
W 1939 zaniepokojone polskie społeczeństwo prezentowało wysoki stopień gotowości do poświęceń, a zostało to całkowicie zmarnowane. Fundusz Obrony Narodowej został w większości zmarnotrawiony i ostatecznie przepadł zagarnięty po wojnie przez władze PRL. Członkowie ochotniczych formacji budowanych spontanicznie, jak np. byli Powstańcy Śląscy, bezsensownie ginęli, bo władze państwowe nie pozwalały im się samym uzbroić, wręcz sabotowały takie oddolne inicjatywy, przydzielając broń kompaniom ochotniczym w ostatniej chwili lub już w trakcie wojny symbolicznie po 30 starych karabinów z zapasem po 5 sztuk naboi. Doszło do tego, że tacy aktywni, najlepsi obywatele musieli zaopatrywać się w broń palną pokątnie, czasem nielegalnie, aby nie być całkiem bezbronnymi. A mieliśmy w magazynach WP bardzo duże zapasy uzbrojenia strzeleckiego (1.080.000 karabinów, 50.000 ckm/rkm i 600 milionów sztuk amunicji), które w 90% przejęli Sowieci i Niemcy, z czego w większości zakonserwowane, pięknie spakowane w skrzynie w składnicach uzbrojenia. Była to wystarczająca ilość, aby wystawić 45 dywizji piechoty wojsk operacyjnych, czyli mniej więcej tyle ile miało w teorii wziąć udział w obronie 1939, gdyby mobilizacja przebiegła prawidłowo i na czas, oraz 55 dodatkowych ochotniczych dywizji obrony terytorialnej. Co prawda byłyby to dywizje niemobilne o zredukowanej do połowy ilości dział polowych 75-155mm i moździerzy 81mm, ale posiadające 700.000 dodatkowego wojska. Można nim było obsadzić cały obszar umocnień na linii obrony Armii Łódź i fortyfikacji Śląska, zablokować skutecznie południową granicę opartą o pasma górskie, przemienić miasta w twierdze itd. To wywróciłoby całkowicie plany wroga, zważywszy, że chociaż szło mu wszystko zgodnie z założeniami, to jednak już 15 września Niemcom skończyły się zapasy paliw i amunicji, gonili resztkami sił. Innymi słowy, gdyby nam się chciało wtedy bronić Ojczyzny, to byśmy ją obronili, ale nam się widać nie chciało. To była największa katastrofa w dziejach Polski, do tego na własne życzenie — czas wyciągnąć wreszcie wnioski.
Publikuję poniżej tekst zaczerpnięty z internetu. Niestety nie został on podpisany, a opublikowany na koncie Armia Ochotnicza WP. Wywarł jednak na mnie wielkie wrażenie i dlatego postanowiłem przedstawić jego niewielki fragment, który mówi o kampanii wrześniowej 1939 roku. Trochę go przeredagowałem, żeby się łatwiej czytało, bo oryginał był najwyraźniej pisany "na gorąco" i jest trochę niepoprawny gramatycznie i ortogtaficznie.
Komentarze
Prześlij komentarz